Pokazywanie postów oznaczonych etykietą materiał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą materiał. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 października 2014

Kocykowo

Fajnie, że mam dwie sprawne ręce, głowę na karku i mnóstwo życzliwych mi osób,
dlatego właśnie tu chciałam podziękować wszystkim tym, dzięki którym moja córcia ma w czym chodzić :)
Zaczęło się od mojej najstarszej siostry, ale to czym się odwdzięczę, pokażę później, 
bo z Otuli dopiero do mnie idą.....w trzech kolorach...ach....

Niesi, którą poznałam podczas wspólnych akcji "za jeden uśmiech" 
i nasza znajomość trwa już wiele lat, choć widziałyśmy się raz !!!
Ale musiało być coś w tym naszym spotkaniu, skoro cały czas o sobie myślimy
Dlatego i Jej chciałabym tu podziękować za serduszko i ubranka dla Polusi,
a podziękowałam tak :)
Najpierw trele-morele nocą, a jak paczusia dotarła do adresatki....
radość trwała długo i prezent spodobał się: "Na pewno już go ze sobą wszędzie nosi"



Agusi a konkretnie jej córusi Olusi :)
w podziękowaniu za ubranka dla Polusi


Pozostało mi jeszcze kilka osób, ale to powolutku.

Odkąd mam swoje nowe cacko stuk stuk, cały czas działam i zbieram na niespodzianki.
I tak w tak zwanym międzyczasie powstał koc 140x200cm dla Iwonki,
połączenie bawełny z dresówką wrzosową


i podusia dla świeżo upieczonych....Gołąbeczków :)



i kocyki dzieciaczkowe 80 x 120 cm
bawełna plus minky



i dresówka plus bawełna 90 x 133 cm, tym razem bez ociepliny



w kolejce czeka Jamielica i piesiutki,
ale o tym w następnym odcinku.







piątek, 10 października 2014

Czas ucieka mi przez palce...

choć na nudę nie mogę sobie pozwolić, bo...
NIE WIEM CO TO NUDA !!!
a że u nas w domu zawsze się coś dzieje,
no właśnie, zawsze coś.

Wróciłam do pracy. Wpadłam w wir obowiązków, nowcy czynności też;
szkoleń, pisania, dziennika elektronicznego, zebrań i wywiadówek.
Ja do pracy, a mąż z Polą do żłobka na dni adaptacyjne.
Początkowo, do środy tylko na dwie godzinki, we czwartek została już na leżakowanie, a w pierwszy piątek września, bez fanfar rozpoczęliśmy Sezon Chorobowy.
12 dni mąż był z Polinką na zwolnieniu;
bidulka zakatarzona, z chorymi oczami i uszami powolutku, aczkolwiek systematycznie dochodziła do siebie.
19 września wróciła do żłobka


do swojej misiaczkowej grupy


zdążyła nawet wykonać swoją pierwsza pracę plastyczną :)


Była tylko na dwa dni, bo niestety trzeciego już się nie nadawała :(
tym razem na zwolnienie poszłam ja...
no i nie byłabym sobą, aby nie wykorzystać sensownie darowanego mi czasu.
Każdą południową drzemkę Poli wykorzystywałam na krojenie materiałów, a wieczorami szyłam i szyłam i szyłam.
Mam nieodparte wrażenie, że idzie mi coraz lepiej ;)
Maszyna spisuje się na medal, więc działam. Kupiłam też świetny plastik na szablony i szaleję :P




Trening chusteczkowy









Nie myślcie sobie, że działałam w pojedynkę !!!
co to to nie :)
Czym skorupka za młodu...




i żeby maluszkom nie spadały z szyjek, przybiłam napy nowiusieńką napownicą :)


więc nabijam :)





niedziela, 21 września 2014

Jak Feniks z popiołów

odradzam się powoli na nowo.
Wróciłam do pracy i wpadłam w kołowrotek zajęć.
Aklimatyzacja przebiegła w miarę spokojnie, tylko dużo czasu zajęła, zwłaszcza poza domem.
Plan zajęć mam fajny, bo 3 razy w tygodniu nie musimy się z Polinką zrywać do żłobka,
a dwa razy niestety tak, ale damy radę.

No właśnie do żłobka....
Do żłobka Pola chodziła cztery dni, a raczej cztery przedpołudnia, bo początkowe tygodnie miały być aklimatyzacja dla małej, u nas zaś skończyło się na czwartku, kiedy to zarazeczki od niestety chorego Kubusia przeskoczyły na Polę i od pierwszego wrześniowego piątku, została z tatą w domu.
I tak przez kolejne dwa tygodnie....
bo oczka ropiały, z nosa też nieciekawie, a i ucho zawołało o pomoc. Cóż - żłobka czas.
Za to z tatą w domu było super !!!
Odchuchana, z lekarstwami na czas, wybawiona, wywietrzona. Cud miód :)
I mama również dopieszczona, bo domek czyściutki, wszystko poprane i obiadkowo ugotowane :)
mrauuuu

Jutro powrót do żłobka.
Kciuki mile widziane.
Tym razem już niestety nie mamy czasu na pitu pitu i Pola zostaje na leżakowanie.
Jestem dobrej myśli, bo te pierwsze cztery dni radziła sobie super i nie płakała ani razu.
I myślę, też że czuła się dobrze, co z reszta widać na fotkach :)





A w pracy...trochę nowości, ale generalnie powrót na "stare śmieci" dał poczucie użyteczności mojej, więc zaczynam działać na polu zawodowym.:)

Po wstępnym szkoleniu złożyłam w niosek i plan rozwoju zawodowego.
Niech się dzieje dobrze :D
Młodzież i ta gimnazjalna i licealna - fajna, a że lubię z nimi pracować, z tym większą  przyjemnością wracam.
Tak więc praca, zebrania w szkołach dzieci i w mojej, szkolenie, badania u specjalistów i zaczynam powoli przyzwyczajać się do nowego rytmu dnia.
A jeszcze w tak zwanym międzyczasie.... 18-tka naszego Julka <3
ale o tym jutro :)
Póki co zrelaksowałam siew ten weekend szyjąc jeden kocyk do fotelika samochodowego i czerwoniusi do wózka :)







P.S. Zajeżdżona maszyna czeka na naprawę za to w mojej "pracowni" pojawiła się nowa :)
zakupiona na www.strima.com i to na raty :)
Jupi







poniedziałek, 18 sierpnia 2014

CZASOPOCHŁANIACZ

w liczbie 20 sztuk wylądował na moim stole "krawieckim" :)
Ponad 40 godzin łącznie zajęło mi uszycie 20 kocyków !!!
Ukłon w stronę wszystkich szyjących, którzy starają się, aby ich dzieło było najlepsze z najlepszych;
wielki szacun za cierpliwość, dokładność, wykrajanie, dopasowywanie, spinanie szpileczkami, lewostronne zszywanie, prawostronne zszywanie i tak leci minuta za minutą....
Ja to uwielbiam, ale czasochłonne zajęcie na maksa !!!
Efekt owych 40 godzin;

Tak prezentowały się lewostronnie, no i jeden prawusek


Po drodze znalazłam patent, aby łatwiej wychodziło się z zakrętów, bo poczwórnie złożony materiał, 
tak łatwo nie poddaje się :P



a to efekt końcowy

 





I jestem z siebie dumna :)
Mam nadzieję, że maluszkom pod tymi kocykami będzie ciepło,a mamusie będą zadowolone :)

Średnio na uszycie jednego kocyka potrzebowałam około 2 godzin.
Koszt materiałów plus koszt pracy = 60 zł
Jakim cudem można takie cuda kupić za dużo mniejsze pieniądze? To kto to szyje?
Nie wiem :(
Wiem natomiast, że jak raz, drugi i trzeci zrobi się z dobrych materiałów i porządnie, to znajda się zainteresowani :)
I właśnie takich dobrych kupców Wam wszystkim życzę :)



środa, 13 sierpnia 2014

D.I.Y kocykowo :) bawełna z dresówą

Serdecznie witam w moich...Banalikowych progach :) nowe Czytelniczki
Małgorzatę K. i Agnieszkę G. i Anię S.
Bardzo mi miło, że chcecie mnie podczytywać :)

Zrobiłam małą przerwę w tworzeniu wyprawki żłobkowej dla Poli i uszyłam kocyki
Poszalałam z dresami :P 
a raczej dresówami
Materiał rozciągliwy, ale do ogarnięcia :)
Nawet nie przypuszczałam z bawełenką stworzą taki ciekawy i milutki team.

A oto krok po kroku, jak budowała się między nimi przyjaźń:)
Z dresówki wykroiłam prostokąt


z bawełny również


ułożyłam przodkami do siebie i przypięłam szpilkami, bo tak bezpieczniej, 
zwłaszcza gdy są dwa materiały o różnej rozciagliwości


tylko dwa boki, aby po przyszyciu maszyną nie było niespodzianek


potem kolejne dwa boki i całość zszyta z pozostawionym małym (p)otworkiem :p
do przełożenia na prawą stronę 


Następnie odcięłam naddatek materiału 


przełożyłam na prawą stronę i boczki zaprasowałam


o, właśnie taki efekt chciałam uzyskać :)



Na samym końcu przeszyłam dookoła po prawej stronie, aby warstwy kocyka nie baraszkowały, 
każda w swoją stronę ;p


Jak duet to duet :) w końcu sama nazwa do czegoś zobowiązuje :)


A jak się rozpędziłam.....
to powstały cztery sztuki :)
to nic że zajęło mi to bite 12 godzin, na raty, ale efekt super !!!



Jestem bardzo zadowolona z efektów, że lecę praktykować na grubej dresówie :D



Wszelkiej Pomyślności w Nowym 2018 Roku

Życzę wszystkim, którzy o mnie nie zapomnieli, pomimo tego, że nie miałam serca do blogu... aty aty niegrzeczna Obiecuję poprawę, bo p...