Dzieje się tyle, że brakuje mi czasu opisać i to co było na wyjeździe,
i to co się wydarzyło po, jak również wydarzeń bieżących, a dzieje się, dzieje.
Będę tu na bieżąco,a czasami wspomnę małe co nieco :)
Upały zelżały, więc da się żyć. A czy było ciężko?
W południe i po południu - na pewno, za to wczesne przedpołudnia były idealne, aby wsiąść na rower z maluszkami i troszkę starszymi i poszusować na drugi skraj lasu na świetny plac zabaw, który ukryty wysokimi drzewami, dawał odrobinę wytchnienia.
Jestem pod wielkim wrażeniem, bo moja 19 miesięczna córcia sama wspina się na zjeżdżalnię i sama zjeżdża :)
Pierwszy raz pomogła, a później....złościła się gdy chciałam pomóc !!!
Moja kochana Zocha-Samocha.
To już drugi taki egzemplarz w domu.
Drugi z małych, bo prototyp zarządza wszystkimi :D
A popołudniami, gdy nie było czym oddychać, nalewałam letniej wody do wanny, wówczas pluskanie trwało wieczność, a na koniec zwilżona pieluszka na ramionkach i dało przetrwać :)
Dziś jest już chłodniej, więc można przetestować nowy nabytek, bo poprzednik chyba nie wytrzymał upałów i ..."zaniemówił"...
A ja się cieszę, bo czym skorupka za młodu....
Do miłego :)
Lecę poczytać Wasze wpisy :)





























