Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 stycznia 2016

System małych kroczków

1. dieta
2. regularnie ruch
3. wyjść do ludzi
niby nie dużo, a jednak ogrom...
Zbieram siły.

Mam już za sobą wygraną walkę z tłuszczykiem w ilości 32 kg. rok 2009
1:0 dla mnie; więc wiem jaki i wiem, że nie od razu Kraków zbudowano :)
Pudełeczka na jedzonko przygotowane, w głowie zapełniam kolejne półeczki zdroworozsądkowym myśleniem.

Dzięki moim kochanym Babeczkom z pasją, wiem, że nie jestem sama.
Zawsze mogę porozmawiać, wypić kawkę, zmienić tory myśli.
W tym roku w mojej pracy niestety nie mogę prowadzić sztabu WOŚP, ale za to wkręciłam się w pomoc Sztabie mareckim,
przez płot z moim osiedlem :)
No i cudny kontakt z ludźmi, różnymi, nowo poznanymi, przyjęta z sympatią, to buduje :)

Po ostatniej wizycie kardiologicznej, pomimo utrzymującego się zatoru w płucach, serducho pracuje prawidłowo,
więc dostałam zielone światło do ćwiczeń :)
Zaopatrzona w dresik, buty, w które łaskawa była zmieścić się moja ciutek niesprawna noga, idę jutro, skoro świt (na 9:30)
na ćwiczenia pod hasłem: "zdrowy kręgosłup", a później joga z Agnieszkami :)
Od czegoś trzeba zacząć :P

A póki co dokańczam to, co w 2015 zaczęłam z moich robótkowych malutkich dzieł :)

Ostatni obrazeczek zabawy



piątek, 1 stycznia 2016

Raz dwa trzy, piszę ja - czytasz Ty

Potrzebowałam czasu na powrót;
do końca nie wiem, czy to już, czy może za chwilę, ale próbować zawsze warto.

Pogubiłam się w tym świecie, w którym rutyna? bądź zaniedbania gonią zaniedbania, a człowiek staje się pionkiem w nierównej walce z systemem, przerzucany z rak do rąk.
Nie pytam dlaczego ja?
Szukam wyjścia z sytuacji.
Niby nie najgorszej, jednak dla mnie beznadziejnej, okupionej dołem, gdzie najlepszym przyjacielem jest Twoje własne łóżko i Twoje własne cztery ściany, Twojego własnego pokoju....
Przyjaciel
Cudowne słowo, postać, człowiek, gdy określa prawdziwe odczucia, czyny i postawę.
I należę do SZCZĘŚCIARZY, bo Przyjaciół mam i to przez Wielkie P.

W tym miejscu chciałabym gorąco podziękować mojemu mężowi Irkowi, który trwa przy mnie bez względu na moje cierpienie, ból humory,; pomaga w czym tylko może, jest opiekunem i przyjacielem.
Izulce, która nawet w słuchawce usłyszy mój nastrój i nie zważając na odległość przyjedzie pogadusiać, wesprzeć słowem i czynem:
Agnieszce i Kasi, które są bardzo blisko i duchem i ciałem i zawsze mają dobre słowo, pomimo swoich codziennych schodków.
Teściom, którzy są rewelacyjni, rodzinni, a swym postępowaniem odbiegają setki mil świetlnych od teściów ze wszystkich dowcipów.
I jeszcze mogłabym wymienić wiele osób, które w mniejszym lub większym stopniu przyczyniły sie do tego, by moje własne łózko, w moim własnym pokoju przestało być przyjacielem.
DZIĘKUJĘ

Moje unieruchomienie i mega niska aktywność poskutkowały dodatkową powierzchnią do kochania.
Niby nic w tym złego, ale samopoczuciu to nic a nic nie pomogło.

W tym czasie szyłam, wyszywałam w miarę możliwości, oczywiście dokumentując to fotkami.
Mam cichutką nadzieję, że uda mi się pokazać Wam wszystkie cudeńka, które sama uszyłam, zrobiłam, wyszyłam i z których jestem bardzo zadowolona.

Z takim nastawieniem zapraszam Was do Nowego 2016 Roku :)






niedziela, 10 maja 2015

Jasna strona szpitala

Znacie taką?
Ja znam.
Z natury jestem pogodna i optymistycznie patrzę w przód, więc i ostatnio, w warunkach szpitalnych uprawiałam ten sam proceder.

I podczas zaplanowanego pobytu z operacją żylaków i później, byłam bardzo zadowolona z personelu pielęgniarskiego i lekarskiego (poza tym jednym małym wyjątkiem.... wrrrrrrrr ).
Na chirurgii były świetne pielęgniarki i salowe. No i Pani Alicja z łóżka po prawej.
POZDRAWIAM

W drugiej turze:
Na erce cudowna siostra Jola uczyła mnie leżenia plackiem 24 godz na dobę z wszystkimi atrybutami;
głaskała po głowie, cierpliwie tłumaczyła, pielęgnowała. Dla każdego miała ciepłe słowo, bez względu na to czy pacjent był świadomy czy nie. MISTRZYNI !!! Cudowny Człowiek - pielęgniarka, mama, kucharka.
Przechodząc na oddział wewnętrzny, obiecaliśmy z mężem siostrze niespodziankę.
Bardzo Jej smakowała :D (ale o tym jutro)

Później zostałam przeniesiona na oddział wewnętrzny, niestety z koniecznością leżenia, aby stwarzać jak najmniej powodów do urywania się zakrzepów i dryfowania w zupełnie nieodpowiednim kierunku.
Dlatego też w dzień byłam wożona wózeczkiem do toalety, a nocą...migotały gwiazdy, bo leżałam pod oknem :P Żadna siostrzyczka nie skrzywiła się, ani nie powiedziała złego słowa.
Współlokatorkami szpitalnego pokoju były trzy równie zwariowane panie jak i ja - Aneczka z mokrym płucem, Pani Halinka (och cudne snuła opowieści) i Pani Irenka od tatara; i gdyby nie fakt, że każda z nas była ciężkim przypadkiem, a średnia wieku 56 lat, to nastrój panujący w naszym pokoju i śmiechoterapia mocno stymulowały procesy ozdrowieńcze.
Cały personel pielęgniarski z czystą przyjemnością do nas zaglądał.
Ładny zapach w sali, uśmiechy na ustach i dobry humor - to była nasza wizytówka.
Normalnie niczym SPA, gdyby nie jedna jedyna toaleta z prysznicem na końcu korytarza...
ale co tam, wycieczki do niej były dodatkową rozrywką w ciągu dnia.
I jeśli ktoś myśli, że było nam smutno, czy źle... jest w błędzie.
Codziennie odwiedzali nas najbliżsi, przyjaciele, znajomi.
I rewelacyjny rehabilitant Pan Leszek - dziękuję :)
Jedni z masażem, drudzy z dobrym słowem, inni z dobrym ciastkiem, a jeszcze inni z obiadem :D
raz było sushi, dwa razy kebab :P, ciasteczka, soczki, kiełbaski.
Majówka jak się patrzy (nawet ekologiczna, bo bez dymu z grilla)


Trzeba było zdrowieć.
Aby efekt ozdrowieńczy przyspieszyć, wieczorami również bardzo dbałyśmy o siebie.
Jeśli nie słownie - słownie, to słownie - pisemnie :P


Było bardzo miło
Dziękuję Aneczko :)

No i jak się tak leży, to pierwsze dwa dni odsypia się, za to później spanie stało się nudne, więc chwyciłam za igłę i robiłam to, co mogłam, nie pocąc się :)

Stan na 4.05

 i na 9.05 :D


Są powody do mruczenia.

Jednak w głowie cały czas siedzi mi pytanie: " Dlaczego nie przyszedł do mnie lekarz operujący"...
Dlaczego....
Wyjaśnię





czwartek, 5 marca 2015

W międzyczasie

trenuję szycie jaśków :)

Od Eluni dowiedziałam się o akcji, w której Ona bierze udział regularnie, więc i ja postanowiłam spróbować swoich sił :)

Najpierw odnalazłam rozpiskę co i jak uszyć, a potem przeszłam do testów :)
Nie taki diabeł straszny jak go malują.

W 5,5 godziny uszyłam 3 małe jasieczki 40 x 40cm i 4 duże poduchy 70 x 80 cm (prawie podwójne jasie ;P)


I jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, to już 14 marca zasiądę do swojej maszyny w zacnym gronie i uszyję małe co nieco :) 


Oby jak najwięcej :)

sobota, 28 lutego 2015

Moją głowę opanowały myśli

niektóre twórcze, radość przynoszące,
a niektóre bardzo, ale to bardzo przyziemne;
te zaś bolą najbardziej,
choć to nie one bolą, tylko bezsilność....
Bo co zrobilibyście na moim miejscu, gdyby wasze kolejne dziecko przechodziło toćka w toćkę to samo, co poprzednie, a lekarze wiedzieli swoje?
Tylko, że to nie lekarzy dziecko ma niedosłuch, tylko moje,
i nie z mojej winy, tylko procedur, kolejek i "spróbujemy jeszcze tak".
i lekarze czekają, zwlekają, liczą na poprawę, choć od pół roku poprawy w uszach Poli nie ma...
I nie będzie, dopóki jest w nich płyn.
A płyn jest, złe ciśnienie też i prosta droga do nieodwracalnego.
Ale ja nie spocznę, poruszę niebo  ziemię i Pola nie straci słuchu.
Póki co siedzimy z Polą w domu na zwolnieniu, czekając na kolejną prywatną wizytę (bo państwowe 1.04 i 12.06) i leczymy ucho...
Siedzimy i tworzymy, a przy okazji zmieniamy naszą rzeczywistość, konkretnie to co rzeczywiście widać :P

Kiedy w naszym wymarzonym M pękły rury pod podłogą i trzeba było wymieniać podłogi w całym domu,
wymieniliśmy również szafę w pokoju Marty, a że była promocja ...nabyliśmy dwie, na całą ścianę, do schowania wszystkiego co się da.
Były tylko ciemne, ale nie wziąć za te pieniądze, byłoby ogromnym grzechem, więc wzięliśmy z nastawieniem, że ścianami i roletami rozjaśnimy pokój.


i tak to trwało jakieś skromne 3 lata
do zeszłej soboty...


Co prawda jakość fotek pozostawia wiele do życzenia (z telefonu i przy słabym oświetleniu), ale w realu efekt powala :)
A Marta jaka zadowolona !!!
I o to chodziło :)
Tyle możemy :D

A potem zahaczyłam o podusię, bo niby czemu poduszka ma być tylko poduszką?
Przecież może nieść przesłanie, a jeśli jeszcze na skrzydłach Przyjaźni, to już pełnia szczęścia :)
I taka jest :)



Pierwszy raz wyszywałam obrazek na lnie, miękkim, lejącym się o gęstości 80 krzyżyków na 10 cm;
droga przez mękę...
nitka ucieka pod spód następnej krateczki, trzeba wracać, delikatnie przekładać, grrrrrr
ale co Wam powiem, to Wam powiem WARTO BYŁO !!!
Po upraniu (musiałam sprawdzić czy nitka nie puści farby) i wyprasowaniu ZAKOCHAŁAM SIĘ !!!
I na pewno podejmę wyzwanie na tej kanwie, na 100% dla moich dzieciaczków na podusie.
Tak delikatne w dotyku, że aż miło :)

A ja rozmyślam dalej :D
Bo skoro Marty pokój zmienił wygląd, pomyślałam sobie, że i nasz mógłby....
c.d.n.

sobota, 20 grudnia 2014

Czapkę włóż :)

a od razu znośniejsza staje się aura za oknem.
A w takich zestawieniach...bajka
Zarówno dla małych jak i dla dużych.

sama dresóweczka z kominem do podwójnego zakręcenia wokół szyi


czapa imienna :)


od szarości



poprzez napisy na życzenie


 róże w szarościach


kawa z mlekiem i malinami :)


bądź maliny z kawą mleczną :P


i róż- róż, bądź róż - róż


komin dwa w jednym, bo raz przy brodzie ciemny róż, a raz jasny 
bez mała jak dwa kominy :P


I w zieleni, bo Kacperkowi cudownie :)


i dla fana Legii, aby na meczu nie straszny był mróz :)

I powiem szczerze, że nie wiem gdzie ukryta jest magia tych czapek i kominów, 
ale jak już ktoś założy, to nie ma zamiaru zdejmować :)
Może to zasługa serducha włożonego w szycie :)
Nie wiem, sprawdźcie sami :)

Lecę stuk stuk dalej :P

wtorek, 9 grudnia 2014

HIP HIP HURA !!! UDAŁO SIĘ !!!

Nie mogło być inaczej !!!
Jest cudownie i to dzięki pomocy ludzi dobrej woli.
Na początku listopada Marcinkowi brakowało już tylko 28 tysięcy ze 160 000 zł na operację serca;
tylko 28.000 zł...
aż tylko...
ale Anioły w ludzkiej postaci czuwają i nie pozwoliły Marcinkowi żyć w niepewności :)
Ten Anioł to Asia, JoKo, jak kto woli, która jak nikt inny wie, co Marcinek otrzyma dzięki tej operacji.
Normalne życie z zabawą, bieganiem, grą w piłkę czy jazdą na rowerze.
No właśnie, JAZDĄ NA ROWERZE !!!
W tej kwestii Asia jest MISTRZYNIĄ    
bo razem z przyjaciółmi przejechała z Krakowa do Wrocławia w 4 dni zbierając brakujące Marcinkowi pieniążki !!!
Każdy dzień udokumentowany opisem i fotkami :)
dzień 1
dzień 2
dzień 3
dzień 4
Mnóstwo życzliwości po drodze, ludzi, którzy drukowali sobie etykietki, i jechali 5, 10, czy zdecydowanie więcej kilometrów razem z Asią, bez, czy w zupełnie innym miejscu na globie, ale w jednym jedynym celu MARCINKOWEGO SERDUCHA.
Do tego różne przedmioty wystawiane na licytację, płyty, poducha czy piłka, to wszystko na jedno konto, aż do wczoraj.
TAK
wczoraj 8 grudnia, dokładnie na miesiąc przed operacją cała kwota została uzbierana !!!


JAKA JESTEM SZCZĘŚLIWA !!!
A rodzice Marcinka.... tego chyba nikt nie potrafi ocenić, są mega przeszczęśliwi !!!

Tato Marcinka napisał na fb:
"Kochani!
Z radością informujemy,że została zebrana cała kwota na operację naszego synka Marcinka   
Z całego serca dziękujemy Parafianom i Proboszczom kościołów Diecezji Warszawsko-Praskiej w których były prowadzone zbiórki a w szczególności JE Arcybiskupowi Henrykowi Hoserowi za wyrażenie zgody na przeprowadzenie tych zbiórek. Dziękujemy również Pomagaczom z Siepomaga.pl, Biegaczom i Fundacji PKO Banku Polskiego,Fundacji Polish Gift of Life,Fundacji Mam Serce,Caritas DWP   
Dziękujemy również Ochotniczej Straży Pożarnej w Markach za zaangażowanie i pomoc.
Szczególnie chcemy podziękować Joannie Kowalczyk Jo Ko za Jej zaangażowanie,pomoc,serdeczność i akcję "Rowerem Po Serce"  
Emilia Popławska podusia wykonana przez Ciebie...arcydzieło   
Dziękujemy wszystkim darczyńcom,wszystkim którzy nas wspierali.
Dziękujemy za wszystkie ciepłe słowa 
8 stycznia 2015r odbędzie się operacja serduszka Marcinka.
To dzięki Wam nasz synek dostał szansę na życie w szczęściu i zdrowiu   
„Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą. Jest równocześnie obdarowany, obdarowany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.” Jan Paweł II
Z całego serca dziękujemy   
Katarzyna Pietrzak Włodarczyk i Robert Pietrzak"

I ja dziękuję wszystkim, którzy przyłączyli się do akcji.
Teraz mocno trzymamy kciuki za pomyślny przebieg operacji i na zawsze zdrowe serduszko Marcinka :)

P.S. Nie byłabym sobą, gdybym nie zrobiła jeszcze tego co chcę zrobić :P

sobota, 2 sierpnia 2014

SZARLOTKOWO - SŁODKI PRZERYWNIK :)

Przepis na szarlotkę powinnam stawić na blog citkę później, bo TĘ WERSJĘ SZARLOTKI pierwszy raz jadłam u mojej przyjaciółki Kamili, a u niej byłam na początku lipca, czyli w drugiej części mojego urlopowania :)
Kama, ciasto rewelacyjne wiec dziele się :P
Ale  obiecałam dziewczynom, to wstawiam teraz  :)

KRUCHE CIASTO:
10-12 łyżek mąki pszennej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżka cukru wanilinowego
3 łyżki cukru pudru
1 jajo
180 g masła roślinnego (lub jakiegokolwiek innego tłuszczu, ja najbardziej lubię roślinne )
zagnieść na jednolitą masę, podzielić na dwie równe części.
Jedną rozwałkować na papierze i ułożyć w prostokątnej formie, nakłuwając widelcem, aby podczas pieczenia
ciasto nie poszło w górę.


piec ok 20 minut w temp 175 st aż zrobi się złote.

Następnie kładziemy jabłka i tu robię w dwojaki sposób:
a) kroję w cząstki, układam blisko i posypuję cynamonem
albo
b) wykładam uprażone jabłka z odrobiną cukru i również posypuje cynamonem (oczywiście, można bez cynamonu :P)


na to wylewam ugotowany budyń waniliowy (2 opakowania) ale z mniejszej ilości mleka 800-850 ml
(wtedy jest gęsty i nie spływa z ciasta)


Ostatnią warstwą jest również rozwałkowane kruche ciasto (pozostała część) albo jeśli ktoś woli tak jak ja,
można zetrzeć na grubych oczkach tarki, wówczas robią się fajne kruche glutki :)


Wszystko razem piec przez 40 minut w temp. 180 st.


Jaka jest w smaku?
Nigdy nie zdążę się wsmakować, bo najczęściej znika zanim zdąży ostygnąć :D

SMACZNEGO !!!

sobota, 14 czerwca 2014

Maluszki lubią racuszki :)

I nie inaczej.
Wczoraj przekonałam się, ze nasze najmłodsze, wręcz przepada.
Przepis znalazłam kiedyś w sieci i zapisałam w telefonie, a wczoraj w końcu zrobiłam.
Zaczęłam od przygotowania ciasta


by po usmażeniu otrzymać taki efekt


i bezcenny zachwyt córki :)





Już dawno nie widziałam jej tak zadowolonej i rozsmakowanej :)
Dodam, ze porcja wystarczyła, aby 4 dorosłe osoby i dziecko najadły się.
Gorąco polecam, są rewelacyjne !!!

poniedziałek, 19 maja 2014

O ja Cię kaszę uwielbiam

jaglaną rzecz jasna :) i właśnie o niej będzie tu :P

Przepis na pudding z kaszy jaglanej dostałam od znajomej, gdy byłam w ciąży pociągająca... nosem.
To jedzonko zdrowe dla maluczkich i dużutkich, pyszne, mleczne i lekko słodkie.
Aby katarzysko poszło precz należy 3 x dziennie jeść taki pudding (miseczkę) i po 1-2 dniach katar znika !!!
Niemożliwe, a jednak.

Składniki:
250 g kaszy jaglanej
500 ml zimnej wody
1/2 szklanki mleka
170 g skondensowanego mleka niesłodzonego
3 łyżki miodu naturalnego
szczypta soli
szczypta kurkumy
1/2 łyżeczki cynamonu
1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
1/2 łyżeczki imbiry

I do dzieła !!!
1. kaszę dobrze przepłukać zimną wodą i wsypać do garnka
2. zalać wodą
3. dodać przyprawy, zamieszać i gotować aż woda wsiąknie w kaszę. Należy zamieszać od czasu do czasu, aby się nie przypaliła.
4. gdy już wody prawie nie będzie, dodać mleko zwykłe a następnie skondensowane i miód
5. gotować, mieszając aż zrobi się gęsty pudding.



REWELACYJNY
Przetestowałam zima na Policne, która wtedy właśnie kończyła rok. Działa !!!
Teraz jadam dla przyjemności, bo jest naprawdę pyszny !!!

P.S. Pomidorki są dla ozdoby :P

sobota, 26 kwietnia 2014

WIOSENNIE

Święta, święta i po świętach :(
Pyszności zniknęły w błyskawicznym tempie, jak zawsze z resztą :P
Pierwszy dzień świąt spędziliśmy u rodziców Irka, jedząc, spacerując i tak domowo,
a drugi dzionek w domku, bo Irek dyżurował a my...laliśmy się wodą :D
rano my z Polinką zrobiliśmy psikusa dzieciakom i pokropiliśmy ich wodą, a potem świetnie bawiłyśmy się w domu,
bo na podwórku...lali do nocy.
Martucha trzy razy wracała mokra jak mysz !!!!

Od wtorku życie wróciło na normalne tory.
Irek jeździ do pracy, dzieciaki do szkół.
Moja paszcza kłapie, chlebki się pieką, obrazeczek Hanulki "rośnie" w oczach 
i zwycięsko wyszłam z jakich grypowych macek :D
fuj
Wiosna bryluje w powietrzu, a natura pieści oko....
a to tylko poranek pod naszym lasem. 



Dziś, korzystając z hojności Urzędu Skarbowego, który zwrócił nam nadpłacony podatek,
popełniliśmy malusie wiosenno-sportowe zakupki na allegro
Taki o, dla Polinki
na rower


 na głowę :) bo jest co chronić :D


i na zakupki

i dla ochrony łapek, a przede wszystkim 

aby wycieczki pozytywnie wpływały również na małe conieco mamuśki
(rychły powrót do pracy wisi nade mną, a po boczkach kilka niepotrzebnych centymetrasków dynda :P)

Teraz tylko odrobina cierpliwości, 
trzy dni na szpitalnym łóżku, z przygotowaniem rowerów do sezonu w tle (monsz :D)
i witaj zdrowa przygodo....dzień dnia !!!

Kasieńko !!!! Tak się cieszę !!!!
30.04 zobaczymy się, choćby na chwilkę :) z Polinką.
i koniecznie wytelefonimy :P

Dziękuję wszystkim za odwiedzinki. 
Mam świadomość, że ostatnio ciut mniej tu Emilki, ale działam :) jestem i czytam Was.
Na razie ciiii psttttt.
Jest lepiej :)

sobota, 19 kwietnia 2014

Świątecznie, pracowicie i rozwiązanie konkursu

Jak co roku Święta spędzamy u rodziców Irka; raźniej, choć nie ukrywam, że do moich trochę mi tęskno...
ale trochę za daleko :(
Irek jak co roku z resztą w święta ma dyżur; raz pierwszy raz drugi dzień .... buuuu
Przygotowań nie za wiele, trochę pieczenia, więc kombinujemy.
I wykombinowaliśmy....

Oto chleb gryczany
idealnie zdrowy na świąteczny stół, 
a do towarzystwa jajeczka cebulaczki
takie zawsze robiła moja mama :)
Część jajeczek była w łatki, bo otulona ściśle łupinkami,  a część ugotowana w wywarze z łupinek cebul.
Po ostudzeniu drapałyśmy z siostrami różne wzorki i rywalizowałyśmy, czyje jajko będzie ładniejsze.
Potem zaś obowiązkowa bitwa na jajka :D
Czas zapoczątkować to z moimi dziećmi :)

Do rodziców zabieramy sałatkę warzywną robioną mężowskimi rękami, zebrę, również jego i serniczek
ten zaś moimi :)

I właśnie takim serniczkiem chciałabym się z Wami podzielić 
tak świątecznie i nie tylko;
aby nigdy nie zabrakło Wam chleba i ciepełka w serduszku, zarówno do siebie, jak i innych :)

A konkursowo:
poszukiwane składniki to:
1. rodzynki
2. suszone morelki
3. orzechy
4. koraliki na sznureczki
a tło....to gęsta kawa inka :)

Tym razem nikomu nie udało się odgadnąć, ale może następnym tak.

Wszystkiego co najzdrowsze i najmilsze, tak świątecznie życzę !!!

P.S.1 Świąteczny koszyczek widziany oczami młodego mężczyzny.....

P.S.2 Czy wyszywałyście kiedyś w duecie?
Oczy Wielkiej Siostry patrzą....
o pomyłkach teraz już nie ma mowy :P




wtorek, 15 kwietnia 2014

CHLEB NA ZAKWASIE

Zakwas - można kupić w dobrej piekarni, dostać od znajomego albo...zrobić samemu :)
Ja mam i mogę się podzielić zarówno zakwasem jak i przepisem, więc dzielę;

1 dzień 
Wieczorem w szklanym słoju mieszam 100 g mąki żytniej razowej z ciepłą wodą, aby powstała gęsta papka,
 przykrywam ściereczką lnianą i odstawiam w bezpieczne miejsce na noc. 
2 dzień rano mieszam.
wieczorem zaś dodaję łyżeczkę mąki żytniej razowej i łyżkę stołową wody, zamieszam i pod przykryciem
 odstawiam w bezpieczne miejsce
3 dzień rano zamieszam
wieczorem zaś dodaję łyżeczkę mąki żytniej razowej i łyżkę stołową wody, zamieszam i pod przykryciem
odstawiam w bezpieczne miejsce i tak przez 5-6 dni, aż zobaczymy, że nasza papka buzuje, pieni się i bąbelkuje, zwiększając swoją objętość. Jeśli to zaistnieje, a gwarantuję, że tak, to znaczy, że wyhodowaliście zakwas na chleb :)

Teraz do wypieku prosta droga.

Chlebek
wieczorem odmierzam 350 g mąki żytniej razowej, dodaję do niej cały wyhodowany zakwas i zimną wodę, ok 400 ml;
dokładnie wymieszam i odstawiam na noc przykryte ściereczką kuchenną. 
Konsystencja powinna być gęsta jak na racuszki :)
Następnego dnia rano masa jest spieniona, bąbelkująca i pulchna;



mieszam całość i odbieram 4-5 łyżek stołowych do słoiczka i pod nie zakręconą pokrywką wstawiam do lodówki.
Do pozostałej części dodaję 16 g soli, 50 g słonecznika i 50 g otrąb (pszenne, żytnie czy wsiane), mieszam łyżką. 
Dodaję 500 g mąki pszennej, wody ok 500 ml i dokładnie zagniatam ręką, bądź mikserem
- mieszadłem do ciast drożdżowych czy chleba. 
Im mocniej napowietrzone ciasto, tym smaczniejszy chleb wyjdzie. 
Formę 34x17 cm wykładam papierem do pieczenia, przekładam do niej masę chlebową,
wygładzam wierzch mokrą ręką i pozostawiam do wyrośnięcia pod ściereczką na kilka dobrych godzin - ok. 5-6.


Najlepiej podglądać. 
Gdy ciasto wyrośnie do brzegu foremki, wkładamy do nagrzanego do 175 st piekarnika by w termoobiegu piec ok 60 min.
Po upieczeniu wyjmujemy z piekarnika, pędzelkujemy wierzch olejem i wyjmujemy z formy.


Najlepiej zostawić w niedomkniętym piekarniku na kratce, aby spokojnie odparowała woda i posiedział jeszcze ciut w cieple.

Kiedyś korzystałam tylko z elektrycznego piekarnika przenośnego, który nie miał regulacji temperatury i chleb wychodził równie piękny jak z termoobiegu :) Magia !!!

Odstawiony do lodówki zakwas spokojnie wytrzyma 2-3 doby bez żadnych zabiegów pielęgnacyjnych.
jeśli zaś będziemy piekli chleb np. raz w tygodniu, to dobrze jest co drugi dzień dokarmić zakwas łyżeczką mąki i odrobiną wody - zamieszać.

Osobiście piekę chleb co 2-3 dni i w takich odstępach czasowych mój zakwas od nowa pracuje w nowej mące całą nockę, by rano znowu odebrać 4-5 łyżek świeżego i odstawić do lodówki na następny chleb.
Mój obecny zakwas pracuje ze mną już 9 miesięcy !!!

Chleb jest pyszny, mokry i znika zdecydowanie za szybko !!!!
Według moich dzieci - najlepszy jest taki, na którym topi się masło..... :D

Można dołożyć do niego różne dodatki, np pestki dyni, żurawinę, suszone pomidory  czy zioła. 
Wszystko to, na co się ma ochotę.
Próbowałam czosnkowy, kminkowy czy ziołowy.
Za każdym razem pycha.
Przetestowałam nawet wersję bułeczek i ... wychodzą rewelacyjnie !!!

Wszystkim smakoszom i początkującym życzę udanych wypieków :)

P.S. I cóż powiecie w kwestii tła jajeczka ?
Pozostałe składniki rozszyfrowano: rodzynki, orzechy, morelki suszone i koraliki na sznureczku
brakuje tła.....

Wszelkiej Pomyślności w Nowym 2018 Roku

Życzę wszystkim, którzy o mnie nie zapomnieli, pomimo tego, że nie miałam serca do blogu... aty aty niegrzeczna Obiecuję poprawę, bo p...