niedziela, 10 maja 2015

Jasna strona szpitala

Znacie taką?
Ja znam.
Z natury jestem pogodna i optymistycznie patrzę w przód, więc i ostatnio, w warunkach szpitalnych uprawiałam ten sam proceder.

I podczas zaplanowanego pobytu z operacją żylaków i później, byłam bardzo zadowolona z personelu pielęgniarskiego i lekarskiego (poza tym jednym małym wyjątkiem.... wrrrrrrrr ).
Na chirurgii były świetne pielęgniarki i salowe. No i Pani Alicja z łóżka po prawej.
POZDRAWIAM

W drugiej turze:
Na erce cudowna siostra Jola uczyła mnie leżenia plackiem 24 godz na dobę z wszystkimi atrybutami;
głaskała po głowie, cierpliwie tłumaczyła, pielęgnowała. Dla każdego miała ciepłe słowo, bez względu na to czy pacjent był świadomy czy nie. MISTRZYNI !!! Cudowny Człowiek - pielęgniarka, mama, kucharka.
Przechodząc na oddział wewnętrzny, obiecaliśmy z mężem siostrze niespodziankę.
Bardzo Jej smakowała :D (ale o tym jutro)

Później zostałam przeniesiona na oddział wewnętrzny, niestety z koniecznością leżenia, aby stwarzać jak najmniej powodów do urywania się zakrzepów i dryfowania w zupełnie nieodpowiednim kierunku.
Dlatego też w dzień byłam wożona wózeczkiem do toalety, a nocą...migotały gwiazdy, bo leżałam pod oknem :P Żadna siostrzyczka nie skrzywiła się, ani nie powiedziała złego słowa.
Współlokatorkami szpitalnego pokoju były trzy równie zwariowane panie jak i ja - Aneczka z mokrym płucem, Pani Halinka (och cudne snuła opowieści) i Pani Irenka od tatara; i gdyby nie fakt, że każda z nas była ciężkim przypadkiem, a średnia wieku 56 lat, to nastrój panujący w naszym pokoju i śmiechoterapia mocno stymulowały procesy ozdrowieńcze.
Cały personel pielęgniarski z czystą przyjemnością do nas zaglądał.
Ładny zapach w sali, uśmiechy na ustach i dobry humor - to była nasza wizytówka.
Normalnie niczym SPA, gdyby nie jedna jedyna toaleta z prysznicem na końcu korytarza...
ale co tam, wycieczki do niej były dodatkową rozrywką w ciągu dnia.
I jeśli ktoś myśli, że było nam smutno, czy źle... jest w błędzie.
Codziennie odwiedzali nas najbliżsi, przyjaciele, znajomi.
I rewelacyjny rehabilitant Pan Leszek - dziękuję :)
Jedni z masażem, drudzy z dobrym słowem, inni z dobrym ciastkiem, a jeszcze inni z obiadem :D
raz było sushi, dwa razy kebab :P, ciasteczka, soczki, kiełbaski.
Majówka jak się patrzy (nawet ekologiczna, bo bez dymu z grilla)


Trzeba było zdrowieć.
Aby efekt ozdrowieńczy przyspieszyć, wieczorami również bardzo dbałyśmy o siebie.
Jeśli nie słownie - słownie, to słownie - pisemnie :P


Było bardzo miło
Dziękuję Aneczko :)

No i jak się tak leży, to pierwsze dwa dni odsypia się, za to później spanie stało się nudne, więc chwyciłam za igłę i robiłam to, co mogłam, nie pocąc się :)

Stan na 4.05

 i na 9.05 :D


Są powody do mruczenia.

Jednak w głowie cały czas siedzi mi pytanie: " Dlaczego nie przyszedł do mnie lekarz operujący"...
Dlaczego....
Wyjaśnię





piątek, 8 maja 2015

Nowe znaczenie "Cieszę się, że Cię słyszę"...

Niesamowite jest to, jak to człowiek w codziennym zabieganiu zupełnie inaczej widzi pewne rzeczy,
jak to zwyczajne słowa, czyny stają się nadzwyczajnymi.

Dziś weszłam na blog i z przerażeniem stwierdziłam, że nie postawiłam ani jednej kropki od prawie dwóch miesięcy!!!!
Wstyd mi :-(
Uszyłam Jasie, wróciłam do pracy po zwolnieniu na Polę i wolny czas się odrobinę skurczył. Trzeba było dobrze pogłówkować, aby łączyć obowiązek z przyjemnością. I udawało mi się to.
Rano praca, dzieci do żłobka i szkół; po powrocie obiadek i ogarnięcie chatynki, a gdy Irek wracał z pracy - obiadek, kawka i przejmował Polę, a wtedy ja zatopiłam się w materiały przy dźwiękach maszynostukania. 
Było mi tak dobrze, że zapomniałam o Bożym świecie.

Wszystko szło zgodnie z planem - badania, świetne wyniki, cudowni lekarze, pielęgniarki, 14.04 operacja żylaków, etc.
Aż do 25 kwietnia...
kiedy to nie mogąc wytrzymać z bólu w operowanej nodze, wylądowałam na SOR-ze.
Tylko chwil kilka czekałam w Izbie Przyjęć - ratownik medyczny, lekarz, doppler żył i w godzinę czasu byłam już na oddziale chirurgicznym.
Lekarz dyżurna przeprowadziła ze mną wywiad,a potem zadała jedno jedyne ( wówczas wydawało mi się banalne) pytanie "czy mam wrażenie ściskania klatki piersiowej?" 
Oczywiście, ściskanie było, ale byłam świecie przekonana, że to ze strachu...
Niestety, tężejąca mina lekarza bezgłośnie mówiła zupełnie co innego.
Natychmiast zleciła tomografię klatki piersiowej z kontrastem, a po otrzymaniu wyników wszystko potoczyło się błyskawicznie.
ERKA - cztery dni leżenia plackiem pod monitorami, dwa razy dziennie zastrzyki przeciwzakrzepowe w brzuch, antybiotyk, kroplówki i prośba do Boga, aby dane mi było wychować nasze dzieci.

A dlaczego tak się stało?
Bo po operacji żylaków lekarz operujący " zapomniał" przepisać zastrzyków przeciwzakrzepowych. Zostałam wypisana do domu w stanie dobrym z Paracetamolem i Nurofenem...
9 dni później miałam już zakrzepowe zapalenie żył głębokich i zator w płucach.
Wczoraj, po 13 dniach bardzo intensywnego leczenia szpitalnego wróciłam do domu.
Szczęściem w nieszczęściu dopiero dwa trzy dni temu uświadomiłam sobie w jakim byłam stanie...
Cały ten czas mąż był z dziećmi i przy mnie tyle ile się dało. Nienawidzi szpitali jak każdy, a mimo to był ze mną po 3-4 godz dziennie. Kocham Go Bardzo i bardzo Mu za to dziękuję.
Będę dozgonnie wdzięczna mojej siostrze Adzie za szybką reakcję i jasność myślenia, bo gdyby nie jej stwierdzenie:
" Jak się zakrzep oderwie, to popłynie z krwią tam gdzie będzie chciał..."
mogłoby być za późno na cokolwiek.
Dziękuję również mojej teściowej za opiekę nad dziewczynkami, gdy Irek był przy mnie i za odwiedziny, mojej cudownej Izulce, która umilała mi czas jak tylko mogła i wszystkim tym, którzy odwiedzali, dzwonili, pisali i ciepłe myśli słali.
Wczoraj też rozmawiałam z moim bardzo dobrym znajomym i z całej rozmowy najbardziej utkwiły mi w pamięci Jego słowa: "Cieszę się, że Cię słyszę" 
że Cię słyszę...
Dziś rano obudziłam się w naszym łóżku, z ptasimi trelami za naszym oknem i tak mi się zrobiło ciepło na sercu.
Słyszę 
Jestem
Żyję :-)

Wszelkiej Pomyślności w Nowym 2018 Roku

Życzę wszystkim, którzy o mnie nie zapomnieli, pomimo tego, że nie miałam serca do blogu... aty aty niegrzeczna Obiecuję poprawę, bo p...